Ubrałam się
w szary sweterek, czarne legginsy i szare vansy. Włosy upięłam w wysokiego
kucyka. Zabrałam małą kopertówkę i wyszłam. Przy bramie prowadzącej do parku
zobaczyłam go. Był ubrany w czarną collegówkę i czarne rurki, a cały ubiór wyróżniały czerwone buty Supra.
Poczułam ciepło na sercu, tak jak poprzednio, poczułam jakbym na nowo się
zakochiwała. Kiedy podeszłam do niego uśmiechnął się do mnie i poszliśmy w
stronę jakiejś ławki. Usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać.
- No to może, powiesz mi cos o sobie? – spytał zaczerwieniony lekko Justin.- Bo nie wiem o co Cię zapytać..
- Ale nie mam o czym Ci opowiadać- spuściłam głowę na dół, wtedy Justin przybliżył się do mnie
- Taka fajna i piękna dziewczyna nie ma do powiedzenia o sobie nic ciekawego? – zdziwił się Justin, kładąc rękę na moim ramieniu
- Mogę ci opowiedziec coś o sobie, ale wątpię, żeby to było coś ciekawego..- posmutniałam, uważałam, ze moje życie nie jest zbyt kolorowe, nie posiadałam chłopaka i wielu przyjaciół. Nie lubiłam o tym mówić, iż uważałam, że nie potrafiłam sobie ułożyć życia..
- No to może, powiesz mi cos o sobie? – spytał zaczerwieniony lekko Justin.- Bo nie wiem o co Cię zapytać..
- Ale nie mam o czym Ci opowiadać- spuściłam głowę na dół, wtedy Justin przybliżył się do mnie
- Taka fajna i piękna dziewczyna nie ma do powiedzenia o sobie nic ciekawego? – zdziwił się Justin, kładąc rękę na moim ramieniu
- Mogę ci opowiedziec coś o sobie, ale wątpię, żeby to było coś ciekawego..- posmutniałam, uważałam, ze moje życie nie jest zbyt kolorowe, nie posiadałam chłopaka i wielu przyjaciół. Nie lubiłam o tym mówić, iż uważałam, że nie potrafiłam sobie ułożyć życia..
- Znaczy
tak, jak już chyba wiesz mam 18 lat, dwójkę młodszego rodzeństwa brata Chrisa i
siostrę Ricky. Moi rodzice są po rozwodzie, mieszkam razem z mamą i tak jak
wspomniałam z rodzeństwem. Rodzice rozwiedli się jak miałam 7 lat. Z moim tatą
nie utrzymuję kontaktu, ponieważ uważałam, ze zranił mamę i nie ma już dla
niego miejsca w moim życiu. Mama ułożyła sobie życie z kolejnym mężczyzną,
ojcem mojego rodzeństwa. Od razu po urodzeniu się Ricky zostawił mamę i
wyleciał za granicę. Uważałam go za porządnego mężczyznę, okazało się, że jest
po prostu draniem. Mama od tamtego czasu nie radziła sobiez niczym dobrez. Ja
próbowałam jej w tym wszystkim pomagać, jednak nie mogłam.. Sama miałam
problemy i w szkole i w życiu „prywatnym” opuszczałam lekcje i nie dawałam rady
z przedmiotami. W życiu „prywatnym” nie radziłam sobie z uczuciami… Nie miałam
przyjaciół, nie miałam nikogo, komu mogłabym wypłakać się w ramię, ani żeby komuś
opowiedzieć o swoich odczuciach. Dopiero kiedy poszłam do colleg’u, poznałam
fajnych ludzi dostawałam coraz lepsze oceny..- w tym momencie przerwał mi
Justin.
- Moment, moment… Czy ja zaliczałem się wtedy do tych fajnych ludzi? –uśmiechnął się Just.
-Szczerze? Niestety ale nie – powiedziałam, a biedny Justin posmutniał- Znaczy nie, żeby Ciebie obrazić, ale nie przepadałam za tobą, byłes u nas krótko i nie miałam szansy Cię poznać. Kiedy już zacząłeś swoją karierę, nie myślałam, że jeszcze do nas zawitasz. A teraz mam okazję Cię bardziej poznać.
- Może chodźmy do tej kawiarenki – spytał Juss, wstawając z ławki
- Okey – przytaknęłam
Idąc leniwym krokiem w stronę kawiarenki Justin poopowiadał mi coś o sobie. Większość już wiedziałam, od Jade ponieważ potrafiła o nim gadać całymi dniami. W Kawiarni zajęliśmy miejsca, Justin spytał co bym sobie zażyczyła. Ja spojrzałam w kartę i zobaczyłam napis „PUCHAR LODOWY DLA DWOJGA” pokazałam mu to, a on zawołał kelnerkę i zamówił. Gdy kelnerka przyniosła nam ten ‘puchar’ szczęki nam opadły. To było wielkie! My mamy sami we dwójkę to zjeść?! Na dworze było dość ciepło i zanim to zjedliśmy zdążyło się trochę roztopić.
Po jakimś czasie Justinowi chyba musiało znudzić się jedzenie bo zaczął brać wielką porcje na łyżkę i we mnie rzucać.
- Justin!! Co ty wyprawiasz po tym bd plamy!! – krzyknęłam, jednak na darmo, iż dostałam kolejną porcją bitej śmietany i lodów waniliowych. Pomyślałam, że odpłacę mu się za to, i rzuciłam w niego lodami. On roześmiany wziął puchar z lodami i rzucił całą zawartość jego, na mnie. Wkurzona lecz uśmiechnięta, wzięłam resztki lodów i bitej śmietany z mojej bluzki i wtarłam mu w twarz. Wiedziałam, ze bd chciała się znowu odwdzięczyć, więc biegłam w stronę parku, a on od razu za mną. Nie mogłam złapac oddechu, ponieważ bieg i śmiech to nie jest dobry pomysł. Stanęłam aby ocapnąć na chwilę, jednak na marne, Justin wziął mnie na ręce i biegł w stronę fontanny. Krzyczałam ‘Niee!!’ Jednak on i tak śmiał się i wydzierał ‘’O taaak!’’ Po okrzyku wylądowałam w zimnej wodzie, wstając wzięłam głęboki wdech i biegłam w stronę Justina. Chlapałam go aby, był mokry tak samo jak ja. Nie obchodziło mnie nawet to, ze zamoczyłam całego I’Phona, którego dostałam od byłego chłopaka mamy, to że byłam dosłownie mokra i make-up spływał mi po policzkach, zależało mi na tym , aby jak najmilej spędzić ten czas, no może w tamtej chwili zajmowałam się ochlapywaniem Justina, ale mówiąc ogólnie to chciałam spędzić ten czas z nim, tylko z nim. Po chwili zauważyłam jak Justin przede mną upada na nagrzaną od słońca trawę ja w tym samym momencie upadam na niego. Zaczęliśmy się śmiać, z całej siły, po chwili wstaliśmy otarliśmy się z trawy i szli przed siebie. Spojrzałam na zegarek i powiedziałam
- O cholera! Już 19? – z uwagi na to, że była wiosna, ciemno nie robiło się zbyt szybko.
- Jest jakis problem – spytał Justin otrzepując się jeszcze.
- Miałam pomagać mamie się pakować i rodzeństwu, bo wyjeżdżają do babci, kompletnie o tym zapomniałam!- powiedziałam, uderzając się otwartą ręką w czoło.
- Spokojni, nie denerwuj się mogę Cię podwieść, samochód mam tutaj nie daleko, zgoda?- spytał tak słodko, aż prawie się rozkleiłam.
- Okey- przytaknęłam.
- Moment, moment… Czy ja zaliczałem się wtedy do tych fajnych ludzi? –uśmiechnął się Just.
-Szczerze? Niestety ale nie – powiedziałam, a biedny Justin posmutniał- Znaczy nie, żeby Ciebie obrazić, ale nie przepadałam za tobą, byłes u nas krótko i nie miałam szansy Cię poznać. Kiedy już zacząłeś swoją karierę, nie myślałam, że jeszcze do nas zawitasz. A teraz mam okazję Cię bardziej poznać.
- Może chodźmy do tej kawiarenki – spytał Juss, wstawając z ławki
- Okey – przytaknęłam
Idąc leniwym krokiem w stronę kawiarenki Justin poopowiadał mi coś o sobie. Większość już wiedziałam, od Jade ponieważ potrafiła o nim gadać całymi dniami. W Kawiarni zajęliśmy miejsca, Justin spytał co bym sobie zażyczyła. Ja spojrzałam w kartę i zobaczyłam napis „PUCHAR LODOWY DLA DWOJGA” pokazałam mu to, a on zawołał kelnerkę i zamówił. Gdy kelnerka przyniosła nam ten ‘puchar’ szczęki nam opadły. To było wielkie! My mamy sami we dwójkę to zjeść?! Na dworze było dość ciepło i zanim to zjedliśmy zdążyło się trochę roztopić.
Po jakimś czasie Justinowi chyba musiało znudzić się jedzenie bo zaczął brać wielką porcje na łyżkę i we mnie rzucać.
- Justin!! Co ty wyprawiasz po tym bd plamy!! – krzyknęłam, jednak na darmo, iż dostałam kolejną porcją bitej śmietany i lodów waniliowych. Pomyślałam, że odpłacę mu się za to, i rzuciłam w niego lodami. On roześmiany wziął puchar z lodami i rzucił całą zawartość jego, na mnie. Wkurzona lecz uśmiechnięta, wzięłam resztki lodów i bitej śmietany z mojej bluzki i wtarłam mu w twarz. Wiedziałam, ze bd chciała się znowu odwdzięczyć, więc biegłam w stronę parku, a on od razu za mną. Nie mogłam złapac oddechu, ponieważ bieg i śmiech to nie jest dobry pomysł. Stanęłam aby ocapnąć na chwilę, jednak na marne, Justin wziął mnie na ręce i biegł w stronę fontanny. Krzyczałam ‘Niee!!’ Jednak on i tak śmiał się i wydzierał ‘’O taaak!’’ Po okrzyku wylądowałam w zimnej wodzie, wstając wzięłam głęboki wdech i biegłam w stronę Justina. Chlapałam go aby, był mokry tak samo jak ja. Nie obchodziło mnie nawet to, ze zamoczyłam całego I’Phona, którego dostałam od byłego chłopaka mamy, to że byłam dosłownie mokra i make-up spływał mi po policzkach, zależało mi na tym , aby jak najmilej spędzić ten czas, no może w tamtej chwili zajmowałam się ochlapywaniem Justina, ale mówiąc ogólnie to chciałam spędzić ten czas z nim, tylko z nim. Po chwili zauważyłam jak Justin przede mną upada na nagrzaną od słońca trawę ja w tym samym momencie upadam na niego. Zaczęliśmy się śmiać, z całej siły, po chwili wstaliśmy otarliśmy się z trawy i szli przed siebie. Spojrzałam na zegarek i powiedziałam
- O cholera! Już 19? – z uwagi na to, że była wiosna, ciemno nie robiło się zbyt szybko.
- Jest jakis problem – spytał Justin otrzepując się jeszcze.
- Miałam pomagać mamie się pakować i rodzeństwu, bo wyjeżdżają do babci, kompletnie o tym zapomniałam!- powiedziałam, uderzając się otwartą ręką w czoło.
- Spokojni, nie denerwuj się mogę Cię podwieść, samochód mam tutaj nie daleko, zgoda?- spytał tak słodko, aż prawie się rozkleiłam.
- Okey- przytaknęłam.



